PARYŻ: miasto, które pokochałam z okna samolotu

Paryż, miasto miłości… Pamiętam ten moment, kiedy zbliżaliśmy się do lądowania na lotnisku w Paryżu. Miałam to szczęście, że siedziałam od okna, więc miałam doskonały widok na miasto z góry. Pełna ekscytacji, szukałam wzrokiem „Żelaznej Damy” i, gdy tylko ją dostrzegłam, moje ciało przeszedł dreszcz. Dreszcz, który sprawił, że od razu pokochałam to miasto. Wiedziałam, że Paryż będzie moim miejscem. 

Jaki jest Paryż według mnie?

Jest piękny, różnorodny i nietuzinkowy. Przyciąga całą rzeszę turystów i wcale się nie dziwię, bo ma swój urok. Ja zakochałam się w tym mieście totalnie. Czułam się bardzo swobodnie, jakbym była tutaj kolejny raz. Zachwycali mnie ludzie, którzy byli tak ładnie ubrani, że po prostu piałam z zachwytu. Chwyciła mnie za serce architektura, która dla takiego laika w tym temacie sprawiała, że zadzierałam głowę do góry by dostrzec jak najwięcej detali. Przepadałam we francuskich uliczkach, zakochiwałam się w co drugiej kamienicy i odkrywałam, odkrywałam, odkrywałam.

Co mnie przeraziło w Paryżu?

Szokujące było dla mnie to, że w stolicy Francji jest tak dużo bezdomnych. Śpiących na ulicach, na schodach, na stacjach metra, przy stacjach metra, przy kanale Saint Martin… Gdzie się nie obejrzymy, na pewno jakąś osobę bezdomną dostrzeżemy. Na dodatek trzeba się bardzo pilnować, bo w Paryżu roi się od kieszonkowców. O tym akurat słyszałam już wcześniej, ale nie spodziewałam się, że jest to tak ogromny problem. Nas ostrzegła starsza pani, gdy zbliżaliśmy się do Wieży Eiffla, w Muzeum Luwr są tabliczki informujące o kieszonkowcach… Poza tym ludzie w Paryżu chyba nie znają przepisów ruchu drogowego, bo ja bałam się przechodzić nawet na zielonym 🙂 Piraci drogowi i tyle.

Muzeum Luwr, Wieża Eiffla, Moulin Rouge – cudo czy kicha?

Myślę, że udało nam się zobaczyć bardzo dużo Paryża oraz, że bardzo dobrze wykorzystaliśmy czas. Do tej pory największe WOW! wywołała u mnie Wieża Eiffla i to ona plasuje się u mnie na pierwszym miejscu, a największym rozczarowaniem okazało się Moulin Rouge oraz plac Pigalle wraz z Łukiem Triumfalnym i całymi Polami Elizejskimi. Cudowne okazało się również Muzeum Luwr, w którym spędziliśmy trzy godziny i to było mało, bo na pewno nie zobaczyliśmy wszystkiego. Zachwyciła mnie również Katedra Notre Dame oraz Bazylika Sacré-Cœur. Zachwyciło mnie każde zboczenie ze szlaku, każdy zaułek.

Zdanie, które najczęściej powtarzałam podczas całego pobytu w mieście miłości brzmiało: Ale tu pięknie! i w sumie tym jednym zdaniem mogłabym podsumować cały wypad 🙂 Starałam się każdą minutę spędzoną w tym mieście zapamiętać. Kolekcjonowałam wspomnienia, te piękne chwilę, które udało Nam się tam spędzić. Czy wrócę? Oczywiście, za jakiś czas. Jednak wrócę starsza, mądrzejsza i dojrzalsza, inaczej będę już patrzeć na świat i dostrzegać piękno tego miasta. Będę je na nowo chłonąć, na nowo poznawać i przeżywać.

Paryż, miasto miłości. Paryż, miasto w którym się zakochałam. Paryż, miasto w którym zakochaliśmy się w sobie na nowo. Paris, je t’aime.

_______________________________

Jeśli Ci się tutaj podoba i chcesz być na bieżąco to wpadnij też na:

  • FanPage bloga i daj , bo w końcu chciałabym dobić do 500 polubień 😉 #żebrolajki;
  • Instagram, gdyż tutaj można mnie spotkać najczęściej;
  • Twitter, bo tutaj jestem śmieszna, a na pewno staram się być :D.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *