Sztuka odpuszczania czy sztuka kompromisu?

Odkąd pamiętam zawsze byłam uparta. I jak się na coś nakręciłam, to nie było możliwości by mnie od tego pomysłu odciągnąć. Bo wiecie, życie mamy jedno i nie ma, co rozmyślać nad konsekwencjami. Po prostu krzyczałam sobie w myślach: Hej, na przód! Brałam życie za rogi i ryzykowałam, nie przejmując się tym, co ktoś o mnie pomyśli i jakie będą tego skutki. Więc byłam, można powiedzieć, trochę szalona. I nie mogłabym nie nawiązać do książki Stephena Kinga „TO” i do chłopaka o imieniu Bill, który jadąc na swoim rowerze, krzyczał zawsze: Hej, ho! Silver naprzód! I czuł się wtedy panem życia. Tak, kiedyś było łatwiej. Zdecydowanie.

Sztuka kompromisu

Mówi się, że w związku ważny jest kompromis. By żadna ze stron nie upierała się przy swoimi, a raczej by wspólnie szukali złotego środka. By zdanie obu osób było tak samo ważne i by nikt nie czuł się gorszy. Bo nie może być tak, że jedna osoba jest tą osobą decyzjną. Że niby twoje zdanie jest ważne, ale to ja i tak powiem ostatnie słowo i będzie po mojemu. Bo to ponoć ważne jest w związku. Ponoć. Nie wiem. Nie mnie oceniać.

A potem życie wszystko weryfikuje i okazuje się, że ten kompromis w związku to tak trochę pic na wodę, fotomontaż. Bo tak na prawdę zawsze jedna strona cierpi i cierpieć będzie, bo nie ma wcale idealnego rozwiązania. Bo tak czy siak jedna ze stron musi odpuścić. I tak wygra ta strona, która jest silniejsza. Śmiesznie, co?

I tak w ogóle to też jest smutne, bo przecież w związku powinno się dbać o siebie wzajemnie. Nie być egoistycznym, nie patrzeć tylko na swój czubek nosa. Bo jak się zaczyna w związku rozjeżdżać to chyba czas sobie powiedzieć pa, pa. Bo w sumie to nie ma sensu drzeć kotów i pokazywać, która strona jest ważniejsza i ma więcej do powiedzenia. Totalnie jest to bezsensu.

Sztuka odpuszczania

Mnie bliżej, niestety, jest ostatnio do odpuszczania. Nie walczę. Nie jestem już tą upartą dziewczyną, która czerpie z życia całymi garściami. Boję się zaryzykować, boję się mówić czego tak na prawdę chcę i pragnę. Bo boję się, że swoimi słowami mogę skrzywdzić drugą osobę. Chociaż tak bardzo bym wiele rzeczy chciała spróbować albo zasmakować raz jeszcze. A zamiast tego zastanawiam się, analizuję, panikuje i po prostu się boję. Tak po ludzku się boję. Więc po prostu przyjęłam postawę, że nie ma żadnej sztuki kompromisu, bo albo jesteś silna i walczysz albo zaczynasz odpuszczać i się podporządkowujesz. Zdaje sobie sprawę jak to okropnie brzmi, ale dużo łatwiej jest się podporządkować i płynąć z prądem niż pod prąd.

I wiecie, co? Zastanawiam się, gdzie podziała się ta dziewczyna. Dziewczyna, która walczy. Dziewczyna, która jest uparta i wcale tak łatwo się nie poddaje. Dziewczyna, która była trochę szalona i nawet trochę przebojowa. A na pewno nie odpuszczała. I ja nie wiem, w sumie, czy chce odpuści sobie życie i jakoś je tak przeżyć. Byle jak, ale przeżyć. Totalnie popieprzone. Wiem.

__________________________

Jeśli Ci się tutaj podoba i chcesz być na bieżąco to wpadnij też na:

  • FanPage bloga i daj , bo mam nowy cel – zdobyć 1000 polubień do końca roku 😉#żebrolajki;
  • Instagram, gdyż tutaj można mnie spotkać najczęściej;
  • Twitter, bo tutaj jestem śmieszna (podobno) :D.

2 thoughts on “Sztuka odpuszczania czy sztuka kompromisu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *